Kioski/Kioske. translokacja doświadczenia

 Powrót

Wywieźliśmy kiosk do Niemiec. Właśnie tak. Starą żółtą budę z laminatu o wymiarach 2,5 m x 2,5 m x 2,70 m i wadze przeszło 400 kg zapakowaliśmy na lawetę i przetransportowaliśmy ponad 1000 km na zachód, przez dwie nieistniejące już granice, do Giessen, małej uniwersyteckiej miejscowości koło Frankfurtu nad Menem w dawnych Niemczech Zachodnich. Nie było to tanie, nie było to łatwe, nie wydawało się też specjalnie mądre. Dlaczego zatem poświęciliśmy tyle wysiłku, żeby przewieźć przedmiot uznawany za śmieć w miejsce, do którego on zupełnie nie pasuje? Właśnie dlatego.

Kioski/Kioske

O co chodzi z tym kioskiem?

Barwne budki z tworzyw sztucznych są z pewnością jedną z ikon wizualnych łódzkiej przestrzeni publicznej. Stoją na przystankach, skrzyżowaniach, rynkach i w innych newralgicznych punktach miasta. Ale są one również symbolem szerszych problemów ekonomicznych, politycznych, społecznych i estetycznych. Jednym z nich jest chaos wizualny polskich miast. Innym – historia polskiej transformacji ustrojowej, rozwój gospodarki wolnorynkowej oraz wejście w erę globalnych korporacji.

Kioski są kluczowym elementem w sporach dotyczących przestrzeni publicznej i tego, kto ma prawo decydować o jej kształcie. Kolorowe budy stały się w ciągu ostatnich 2-3 lat celem aktywistów lokalnych. Para-artystyczne happeningi nieformalnego łódzkiego ruchu społecznego Grupa Pewnych Osób – takie jak pikieta estetyczna Psu na budę (2007) przeciw konstrukcji nielegalnie postawionej w samym sercu miasta na rogu ul. Piotrkowskiej i Piłsudskiego – przykuwały uwagę przechodniów. Spotykały się także z reakcją ze strony kioskarzy, którzy twierdzą, że próbuje się odebrać im prawo do zarabiania na życie. Stroną są tu również władze miejskie, które mimo deklarowanej troski o estetykę centrum, zasłaniają się skomplikowaną sytuacją prawną uniemożliwiającą jakiekolwiek skuteczne działanie. Kioski materializują zatem polityczny wymiar przestrzeni miejskiej.

Na przykładzie kiosku śledzić można nie tylko transformację polskich miast, ale również rodzenie się polskiego kapitalizmu. Pod koniec lat osiemdziesiątych jak na drożdżach wyrastały „giełdy” i „rynki”; świeżo upieczeni przedsiębiorcy rozstawiali materace i szczęki, powstawały i upadały pierwsze prywatne firmy (o nazwach zazwyczaj kończących się na “-ex”). Kiosk jako przedmiot jest tu kluczowy. Spółka Kami odniosła sukces rynkowy, bo odpowiedziała na masowe zapotrzebowanie polskich mikrobiznesmenów. Co ciekawe, nie była to pierwsza taka konstrukcja obecna w Polsce. Wcześniej, chyba jeszcze w latach osiemdziesiątych, importowano do Polski budy z Jugosławii – w zakresie równie ograniczonym, jak ograniczona była wówczas prywatna inicjatywa. Dopiero po transformacji i wybuchu kapitalizmu popyt wzrósł niebotycznie. Jak nas poinformował polski producent, sprzedano łącznie około 18 000 kiosków, z czego większość na początku lat dziewięćdziesiątych.

Popyt na kioski skończył się (co zmusiło producenta do przerzucenia się na produkcję tzw. “budek dozoru” i toalet przenośnych) wraz wejściem do Polski hipermarketów międzynarodowych sieci, z którymi kioskarze nie mogli konkurować. Wystarczy odwiedzić cmentarzysko bud na Górniaku lub przejechać się ulicami zwracając uwagę na wszystkie nieczynne kioski, aby przekonać się o skali zjawiska. Śmierć, a w najlepszym razie przejście w stan wegetacji kiosków, wyznacza kolejny etap polskiej transformacji. Pierwsze starcie z globalizacją reprezentowaną przez międzynarodowe korporacje skończyło się dla kiosków tragicznie.

Przypadek kiosków to też przykład “modernizacji różnych prędkości”, nierównego tempa rozwoju poszczególnych obszarów rzeczywistości. Z Zachodu przyszły hipermarkety, ale już nie standardy estetyki przestrzeni miejskiej. Chociaż „rynki” upadły, budy w centrum miasta zostały, symbolizując zatrzymania się Łodzi na pewnym etapie. Stoją w centrum jako proteza prawdziwej tkanki miejskiej, prowizoryczna niby-architektura, odpowiadająca na potrzeby których nie potrafią zaspokoić miejscy planiści i architekci. Budy zamiast budynków, czyli przestrzeń publiczna w kryzysie. 

A co na to Niemcy?

kiosk giessen

Kioski/Kioske. Projekt sztuki publicznej to efekt polsko-niemieckiej współpracy pomiędzy studentami kulturoznawstwa na Uniwersytecie Łódzkim i studentami Stosowanych Sztuk Performatywnych na Justus Liebig Universitat w Giessen. Pomysł na realizację artystyczną powstał podczas stypendium DAAD, w ramach którego studenci z Giessen mieszkali przez kilka miesięcy w Łodzi. Autorki uderzone jaskrawą formą estetyczną kiosku, zupełnie niespotykaną w Niemczech, zaczęły poznawać złożone konteksty związane z obecnością bud w mieście i konfrontować z nimi swoje reakcje na ten specyficzny obiekt. Ostatecznie, zamiast dokonywać jego reprezentacji, postanowiły przywieźć do domu autentyczny obiekt wyrwany z przestrzeni Łodzi.

Sam transport kiosku do Niemiec umieścił go w jeszcze jednym kulturowo-ekonomicznym kontekście. Integracja z Unią Europejską otworzyła przed polskimi mikroprzedsiębiorcami nowe drogi zarobku. Po otwarciu granic z Niemiec i innych krajów Zachodniej Europy zaczął do nas płynąć strumień wyrzuconych na śmieci lodówek, telewizorów, zestawów stereo, mebli i rozbitych samochodów. Wywożąc kiosk do Niemiec, stworzyliśmy artystyczny komentarz do tej sytuacji – odwróciliśmy relację władzy. Tym razem Niemcy otrzymali coś (kiosk), co w Polsce uznane zostało za śmieć, a z dużym nakładem energii i funduszy sprowadzone zostało do Niemiec jako kulturowy import.

Kiosk przewieziony został z Łodzi do centrum Giessen w ramach projektu przygotowanego na festiwal Theatermachine, imprezy transdyscyplinarnej, ale wywodzącej się z festiwalu teatralnego. W związku z tym projekt Kioski/Kioske operuje środkami z pogranicza sztuki konceptualnej i performensu. Poprzez translokację i sposób prezentacji obiektu poruszony zostaje problem kryzysu polskiej przestrzeni publicznej. Przedmiot ten mógł nabrać takiego znaczenia dopiero po umieszczeniu go w ramach określonej narracji. Dlatego podczas projektu przeprowadziliśmy szereg wywiadów wideo: rozmawialiśmy z producentem kiosków o historii jego firmy; z Grupą Pewnych Osób o tym, dlaczego atakują budy; z architektem miasta o problemach łódzkiej przestrzeni publicznej i z samymi kioskarzami o tym, jak oni postrzegają zamieszanie wokół ich miejsca pracy. Autonomia prezentowanego obiektu została przełamana poprzez ukazanie pewnego Przedtem i Gdzie Indziej – społecznego i politycznego kontekstu, z którego się on wywodzi. Wewnątrz kiosku umieszczono przedmioty z Polski, projekcje wideo wywiadów oraz nagrania dźwięków z Łodzi. Wchodzący pojedynczo widzowie mogli wybierać nagrania. Wpuszczała ich – witając po polsku – jedna z autorek pracy, Hannah Borisch. 

kiosk giessen2

Narracja kontekstualizująca ten przedmiot była jednak tylko jedną z oferowanych ścieżek odbioru pracy. W Niemczech skupiliśmy się na performatywnym oddziaływaniu kiosku – na tym, co on „robi” wyjęty ze swojego pierwotnego otoczenia i wrzucony tam, gdzie zupełnie nie pasuje – na plac przed uniwersytetem. Sam obiekt okazał się mieć w sobie taką moc, że pomimo wywiadów starających się ukazać kontekst, z którego pochodzi kiosk, jego aura zdominowała całą sytuację. Żółta budka ustawiona w centrum arcyzadbanego niemieckiego miasteczka jawiła się patrzącym nie jako żywy łącznik z inną konkretną przestrzenią i sytuacją społeczno-kulturową, lecz jako przedmiot spoza rzeczywistości – prostopadłościenny fantazmat uruchamiający orientalistyczne wyobrażenia o Wschodzie i komunizmie. Taką reakcję prowokowały same autorki projektu. Umieściły wewnątrz kiosku stereotypowe ikony wschodu z fotografią papieża Jana Pawła II na czele i urządziły pokaz sztucznych ogni na wernisażu projektu tworząc surrealną atmosferę wokół obiektu. Zaaranżowano sytuację pozwalającą na obserwację narastającej w Niemczech ostalgii. Owa bliżej nieokreślona tęsknota za przeszłością jest na terenie byłego NRD reakcją na bolesne doświadczenie kapitalistycznej współczesności. Giessen leży jednak na terenie dawnych Niemiec Zachodnich. Tam ostalgia to zjawisko wyłącznie z obszaru popkultury, przejawiające się między innymi w popularności takich filmów jak Good bye Lenin czy wszelkiego rodzaju gadżetach z innego miejsca i innego czasu – z NRD. Utrzymany w kolorowej estetyce lat osiemdziesiątych kiosk, który przybył z jeszcze dalszego wschodu, wpisał się właśnie w taki kontekst jako eksterytorialna przestrzeń fantazmatu w samym centrum Giessen.

Kioski/Kioske – prawie to samo słowo, różni je tylko końcówka. Jedna litera zmienia prawie wszystko.

Łukasz Biskupski

 Powrót

Podziel się tą informacją:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Gwar
  • LinkedIn
  • MySpace
  • Netvibes
  • Twitter
  • Wykop

Comments are closed.