“Bałuty są gettem”

Powrót

baluckiegetto_plakat_mini

Ewa Ciszewska: Skąd zainteresowanie tematem łódzkiego getta?

Pavel  Štingl: Ten film dojrzewał we mnie powoli. Od czasów studenckich bywam w Polsce dość często, od zawsze interesowało mnie, co dzieje się w waszej kulturze. Zanim podjąłem decyzję o realizacji Bałuckiego getta miałem za sobą kilka wizyt w tym mieście. Szczerze mówiąc, nigdy nie sądziłem, że nakręcę tutaj film. Wcześniej zrealizowałem już kilka projektów o wojnie i Holokauście i nie chciałem wracać do tych tematów.  Dużo czasu poświęciłem projektowi związanemu z historią Lidic – w  1942 roku w odwecie za zamach na zastępującego protektora Rzeszy Reinharda Heydricha Niemcy dokonali eksterminacji całej ludności cywilnej zamieszkującej w tej wsi – interesowało mnie to, jak propaganda komunistyczna wykorzystywała tę tragedię miejsca dla własnych celów. Dzięki Lidicom po raz kolejny znalazłem się w Łodzi – bo właśnie do tego miasta Niemcy przywieźli dzieci z owej czeskiej wioski. Naziści z Łodzi cały czas korespondowali z niemieckimi władzami w Pradze z pytaniem, czy naprawdę mają zabić te dzieci – przecież wcale nie były Żydami. Zadecydowano, że podobnie jak wcześniej dorośli, mają zostać eksterminowane. Ośmioro dzieci przeznaczono do germanizacji, a resztę, czyli 81 osób, 2 lipca wysłano do obozu w Chełmnie nad Nerem.

Przyjechałem do Łodzi z grupą prażan zainteresowanych odnalezieniem miejsca, w którym były przetrzymywane deportowane dzieci z Lidic. Wcześniej Czesi szukający śladów tej tragedii przyjeżdżali do miasta, zrobili sobie zdjęcie przed jakimś budynkiem fabrycznym i wracali do domu, nie mając pewności, czy rzeczywiście trafili we właściwe miejsce. Postanowiłem odszukać ten budynek. Dziś tej fabryki już nie ma, na jej miejscu stoi supermarket. W tym czasie dobrze wiedziałem o istnieniu getta na terenie Bałut. Zainteresowało mnie to, że dzielnica od czasów wojny praktycznie się nie zmieniła. Zdecydowałem się zrobić film o tym, w jaki sposób przeszłość odbija się w życiu dzisiejszych mieszkańców dzielnicy.

Czy dzisiejsi mieszkańcy Bałut zdają sobie sprawę ze stygmatu miejsca, w którym żyją?

Oczywiście wiedzą, że to jest teren byłego getta. Bardzo często się zdarza, że ktoś do nich zdzwoni z pytaniem, czy mógłby obejrzeć mieszkanie, które zajmował w czasie wojny. Potem słyszą z ust tych ludzi opowieści w rodzaju: tu umarła moja mama, tu nas rozdzielili, tu po raz ostatni widziałam rodziców. Wiedzą, że działy się tu straszne rzeczy. To, że ludzie stale mieszkają w tych samych budynkach, w spartańskich warunkach nie jest, jak mi się wydaje, jedynie kwestią socjalną. Mieszkańcy dzielnicy są bardzo zżyci z tym miejscem. Są wśród nich „Bałuciarze” – odważni, zadziorni. Są dumni, że mieszkają właśnie tu.

Co jest specyficznego w dzielnicy Bałuty i jej mieszkańcach?

To, że podczas drugiej wojny światowej na tym terenie było getto, nie wyjaśnia złożoności sprawy. Przed wojną Bałuty były dzielnicą o złej sławie, uważano je za siedlisko „elementu”. „Porządni” obywatele bali się tam zapuszczać. Dzisiejsi mieszkańcy są dumni z tego, ze wzbudzają strach i specyficzny respekt. Czasy istnienia getta utrwaliły obraz Bałut jako dzielnicy biedy, głodu i strachu. Gdy Żydzi zostali wywiezieni, do pustych mieszkań wprowadzili się Polacy. Ale ten strach i bieda gdzieś musiały się zmagazynować, bo wciąż są tu obecne. Właśnie ten fenomen zainspirował mnie do zajęcia się tematem historii i teraźniejszości Bałut.

Czy nie miał pan obaw, że zestawienie w jednym filmie żydowskich mieszkańców getta i dzisiejszych obywateli Bałut może zostać odczytane jako manipulacja i budowanie zbyt prostych porównań?

Z takimi zarzutami spotkałem się już na etapie pisania scenariusza. Starałem się zrobić wszystko, aby nie sugerować identyczności tych dwóch sytuacji – życia w getcie za czasów wojny i dzisiaj. Ludzie, którzy zgodzili się wystąpić przed kamerą dobrze wiedzieli, jaki jest temat filmu: że będzie to refleksja o przeszłości i teraźniejszości Bałut. Bardzo uważnie montowaliśmy film. Nie ma w nim momentów, w których wspomnienia z getta byłyby ilustrowane ujęciami zarejestrowanymi współcześnie. Są to dwa osobne światy.

W jaki sposób byli żydowscy mieszkańcy getta patrzą na dzisiejsze Bałuty i ich mieszkańców?

Bohaterami mojego filmu są Żydzi z Pragi. To ocaleni z pięciu czeskich transportów, które 1941 roku dotarły do Łodzi. Byli to w większości zasymilowani Czesi, nie potrafili mówić w jidysz. Byli przyzwyczajeni do lepszych warunków, śmiertelność wśród nich była bardzo wysoka. Powrót na teren getta był dla moich bohaterów wydarzeniem związanym z silnymi emocjami, powróciły wspomnienia z czasów wojny. Zaskoczyło ich, że to miejsce w ogóle istnieje. Bałuty tak silnie kojarzą się im z przeszłością, że fakt istnienia dzielnicy, niemal w niezmienionej formie, budził zdziwienie. Szczególnie, że wszystko dokoła się zmieniło. Zmienił się wygląd Piotrkowskiej, obok wyrosła Manufaktura, cała Łódź zmieniła swoje oblicze. Tylko Bałuty jakby stanęły w miejscu, jakby upływ czasu ich nie dotyczył.

Jak długo trwała praca nad filmem?

Bałuckie getto realizowałem prawie rok. Dwadzieścia pięć dni trwały same zdjęcia. Bałuciarze nie od początku byli tacy rozmowni. Oczywiście chcieli, żebyśmy ich zapraszali na piwo, ale to z kolei nam nie odpowiadało. W jedno miejsce chodziliśmy wiele razy. Ludzie powoli zaczęli z nami rozmawiać, przynosili fotografie. W Pradze odnalazłem czeskich Żydów, którzy byli w łódzkim gettcie. Nikt nie odmówił mi rozmowy.

Film w Czechach pokazywany jest w muzeach, domach kultury, galeriach, w siedzibach stowarzyszeń…

Wydaje mi się, że jest to jedyny sensowny sposób, aby taki film dystrybuować. W Czechach mało kto chodzi do kina na filmy dokumentalne. Natomiast jeżeli odpowiednio przygotuje się projekcje zaprosi się gości: historyka, autora, bohatera, zorganizuje się dyskusję, stwarza to szansę, że ludzie przyjdą taki film zobaczyć. Inaczej frekwencja byłaby bardzo niska. W Czechach projekcjom naszego filmu towarzyszyła wystawa zdjęć z łódzkiego getta autorstwa Karla Cudlína. Tworzyło to bardzo piękne zestawienie z archiwalnymi fotografiami getta autorstwa Henryka Rossa, które wykorzystałem w filmie. Dla mnie szczególne cenne były pokazy w szkołach. Zauważyłem, że dzieci z biedniejszych dzielnic często porównywały to, co widziały w filmie z własnymi doświadczeniami. Przecież i dzisiaj istnieją dzielnice-getta, a Bałuty, podobnie jak praski Żiżkow, są jedną z nich.

Rozmawiała Ewa Ciszewska

Pavel Štingl – czeski scenarzysta, reżyser, producent. Na początku lat 90. zrealizował wielokrotnie nagradzany cykl filmów dokumentalnych o przemianach politycznych w krajach byłego bloku wschodniego. W 1995 założył firmę produkcyjną K2, w której zrealizował m.in. filmy dotykające problematyki Holokaustu. Najnowszy film dokumentalny Štingla, Bałuckie getto (Ghetto jménem Baluty, 87 min. ), opowiada o łódzkim gettcie przez pryzmat wspomnień praskich Żydów, a także obrazuje współczesnych mieszkańców Bałut.

Powrót

Podziel się tą informacją:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Gwar
  • LinkedIn
  • MySpace
  • Netvibes
  • Twitter
  • Wykop

Comments are closed.